Bikepackingowy poradnik  część 1 – co zabrać i jak spakować?

Bikepackingowy poradnik część 1 – co zabrać i jak spakować?

W sierpniu spędziliśmy tydzień przemierzając Szwedzkie bezdroża, wpatrując się w zachody i wschody słońca nad rozległymi jeziorami, zachwycając się nietkniętą przez ludzi naturą oraz próbując rozszyfrować runy zapisane na kamieniach starszych niż my, nasi rodzice czy dziadkowie. 

Cała wycieczka przebiegła niesamowicie sprawnie, mimo bardzo zróżnicowanego poziomu jej uczestników. Jak to możliwe? Odpowiedź jest prosta – byliśmy (prawie) doskonale przygotowani. Chcemy podzielić się z Wami tą wiedzą, tak żeby jeszcze więcej osób miało możliwość spędzać czas wolny w naturze w wygodny i bezproblemowy sposób. Przed Wami pierwsza część naszego bikepackingowego przewodnika – co zabrać ze sobą i jak spakować sprzęt na 5 dni w lesie?

Dla ułatwienia podzieliliśmy artykuł na cztery części. Sugerujemy zrobić to samo podczas kompletowania ekwipunku oraz pakowania.

Nasza wyprawa składała się z osób o bardzo zróżnicowanym doświadczeniu rowerowym i sprzęcie. Od ostrego koła wyposażonego w minimum mocowań na bagaże, przez stalowy rower wyprawowy z masywnym front rackiem po klasyczny gravel z sakwami.

ODZIEŻ

Wybierając ubrania na wycieczkę bikepackingową musicie sprawdzić prognozę pogody. Nie kopiujcie naszego zestawu, ponieważ możecie skończyć z puchowymi spodenkami w 30 stopniowym upale lub z bikini zimą. Prognozowana pogoda podczas naszego szwedzkiego szwędania to min. 10 stopni nocą i max. 22 stopni w dzień.

Poniżej spis ubrań które zabraliśmy (oczywiście zestawy różniły się między poszczególnymi uczestnikami wyprawy w zależności od zawartości ich szaf i indywidualnych preferencji). 

Na sobie: 

  • spodenki kolarskie
  • shorty (np. HelikonTex OTUS)
  • t-shirt lub koszulka kolarska
  • koszula jako ochrona przed słońcem i wiatrem
  • kolorowe skarpetki
  • bandana – ten nieoczywisty element wyposażenia bikepackingowca okazał się niesamowicie przydatny. Z bandany można zrobić maskę anty-covidową, ochronić nią szyję przed wiatrem, użyć jej jako obrusa podczas przerwy na jedzenie, ściereczki do okularów, awaryjnego ręcznika czy otrzeć nią łzy wzruszenia i pomachać na pożegnanie znajomym. 

Mimo różnic w garderobie (jedni woleli komplety przylegającej kolarskiej odzieży, inni luźne koszulki z logo Iron Maiden) łączyło nas jedno – spodenki rowerowe z wkładką dobrej jakości.

W podsiodłówce: 

  • t-shirt na zmianę
  • komplet odzieży i bielizny na wieczór, w tym koszulka z merynosa z długim rękawem i legginsy / kalesony
  • lekka kurtka puchowa
  • kurtka przeciwdeszczowa
  • ciepła czapka (zakładana na głowę na noc)
  • obuwie obozowe (sandały lub buty do pływania)

Jak spakować ubrania?

Wszyscy zastosowaliśmy taką samą metodę – upychania ciuchów w torbie podsiodłowej. Ze względu na jej nieregularny kształt, podsiodłówkę najlepiej wypełnić miękkimi przedmiotami, które dopasowują się do dostępnego miejsca. Podczas pakowania kierowaliśmy się zasadą, że rzeczy których będziemy używać najpóźniej lądują na dnie torby.

Puchowe kurtki przydawały się podczas przepięknych lecz zimnych poranków, szczególnie, że nie potrafiliśmy odmówić sobie romantycznego noclegu tuż nad wodą. Rewelacyjnym elementem pancerza ciepła były puchowe szorty od Pajaka,

SPRZĘT NOCLEGOWY

Tutaj obowiązuje zasada analogiczna jak w przypadku odzieży – przed wyjazdem sprawdźcie koniecznie prognozę pogody! Szwecja kusiła nas pięcioma dniami bez opadów deszczu, jednak zdecydowaliśmy się nie ryzykować i zabrać ze sobą tarpy. Better safe than sorry. Wszyscy spaliśmy, a jakże! w hamakach. Dlaczego? Poza oczywistym wyjaśnieniem (niepodobna by producent hamaków spał w namiocie) mamy dużo bardziej przyziemne uzasadnienie tej decyzji. W zwiedzanych przez nas regionach dominowało skaliste poprzecinane korzeniami podłoże. W Szwecji spędziliśmy już 70 dni biwakowych, pokonując w sumie 8 tysięcy kilometrów z północy na południe. Namiot ma tam sens tylko w okolicach koła podbiegunowego i w wyższych partiach gór środkowej części kraju.

Nasze zestawy noclegowe składały się z:

  • hamaka (DRAKA, DUCH, SUL – w zależności czy waszym priorytetem jest niezrównany komfort, prostota czy ultra niska waga) 
  • podpinki lub maty – niektórzy z nas spali z OTULAMI LITE, inni w hamakach wyłożonych matami. Podpinka jest zdecydowanie wygodniejszym i cieplejszym rozwiązaniem. Ci z nas, którzy wybrali maty, na pewno nie mieli czego żałować, bo jeden z noclegów spędziliśmy na półce skalnej wznoszącej się kilka metrów nad wodą. Trudno opisać słowami urok tego miejsca.
  • moskitery MAGLA – w przypadku osób śpiących w DUCHACH
  • tarpa HEKSA
  • śpiwóra – dopasowany do prognozowanej temperatury. Ciepły, pewny sen na wyjeździe zapewniły nam puchy od PAJAK
Mata nigdy nie zapewni tak dobrego komfortu w hamaku, jak podpinka. Czasami pozwala jednak na przeżycie niesamowitej przygody jak nocleg na półce skalnej tuż nad wodą. Ten widok bije na głowę jakiekolwiek hotel na ziemi.

Nasze zestawy noclegowe pakowaliśmy do wodoszczelnych toreb, które montowaliśmy w uprzęży na kierownicy lub na przednim bagażniku. Zapakowanie sprzętu do spania i odzieży do osobnych bagaży pozwalało nam na szybkie rozłożenie biwaku bez rozrzucania elementów garderoby po całej okolicy. Dodatkowym plusem był fakt, że torba na sprzęt do spania po rozłożeniu biwaku idealnie sprawdzała się do przenoszenia innych przedmiotów z miejsca na miejsce, np. zestawu kuchennego bliżej ogniska.

Niektórzy z nas nie zapakowali sprzętu do spania w wodoszczelne torby, co skutkowało kilkukrotnym poprawianiem pakunków na bagażniku każdego dnia. Torebka foliowa, w którą zapakowany jest śpiwór przetrwała 4 z 5 dni wycieczki.
Przetestowaliśmy, nie polecamy.

JEDZENIE

Mimo że plan naszej wycieczki nie zakładał 100% odcięcia się od cywilizacji, zdecydowaliśmy, że zabierzemy ze sobą tyle jedzenia, żeby spokojnie przetrwać 5 dni bez codziennych zakupów w szwedzkich sklepach.

Podstawę naszego wyżywienia stanowiły liofilizowane posiłki polskiej firmy LYO. Jedzenie jak zwykle było szokująco dobre, a ponieważ znamy już całe menu, możecie śmiało pytać o szczegóły i polecenie w komentarzach. Desery to mistrzostwo świata – nigdy nie spodziewaliśmy się, że zdarzy nam się zjeść w terenie pudding czekoladowy czy krem kataloński, którego nie powstydziłaby się żadna restauracja.

Desery znikały tak szybko, że niektórzy nie zdążyli spróbować kremu katalońskiego 🙁

Ogromnym plusem posiłków LYO jest lekkość (trudno byłoby przewieźć “normalny” prowiant na 5 dni w ograniczonej bikepackingowej przestrzeni) oraz szybkość i prostota przygotowania. Wszystkie dania możecie zjeść bezpośrednio z torebki, więc nie potrzebujecie dodatkowych talerzy czy misek. Minimum fatygi, śmieci i… zero zmywania.

Pamiętajcie żeby uwzględnić wodę do przygotowywania posiłków podczas planowania bikepackingu. Większość z nas miała zamontowane trzy koszyki na bidon, lub dwa koszyki i elastyczną butelkę na wodę w sakwie. 

Dodatkowo zabraliśmy z polski dużo owsianek instant, żelek, orzechów, batoników musli i suszonych owoców – standardowe przekąski, znane każdemu rowerzyście. W przydrożnych sklepach zaopatrywaliśmy się w warzywa, owoce, soki i piwo.

Większość jedzenia pakowaliśmy w torby w trójkąt, które doskonale pomieściły płaskie i w miarę sztywne opakowania liofilizatów. Przekąski na czas jazdy trzymaliśmy w “paśnikach” – niewielkich torebkach mocowanych przy kierownicy, np. Feed Bag od Blahola albo Płetwa lub Kanister od JackPacka. Podjadanie łakoci nabrało zupełnie nowego wymiaru.

Torby zapakowane po brzegi, jednak na paczkę czipsów zawsze znajdzie się miejsce.

Nasz sprzęt do gotowania stanowiły 3 kuchenki turystyczne (po jednej na parę), dzięki czemu przygotowywanie posiłków szło szybko i żadne z nas nie czekało na swoje danie z burczącym brzuchem. Dwa z palników to JetBoil MicroMo (dostępne np. w poznańskim Trekkersport), które możemy polecić z czystym sumieniem. Dzięki zastosowaniu radiatora w JetBoilu czas gotowania jest absurdalnie niski – zagotowanie 500 ml wody zajmuje realnie niecałe dwie minut, a woda na kawę bulgotała zanim zdążyliśmy zmielić ziarna. Trzeci palnik to kultowy MSR PocketRocket, którego przedstawiać nie trzeba. Wspomagała go ochrona przeciwwietrzna w postaci skrupulatnie ustawianych kamieni.

Kuchenki, podobnie jak jedzenie, przewoziliśmy głównie we framebagach dla szybkiego dostępu na postojach. Rafał pakował swoją kuchnię do drybaga na kierownicy i tym samym pozbawiał się opcji na szybki ciepły posiłek w ciągu dnia, ale za to miał w torbie w ramie więcej miejsca na zakupy w przydrożnych sklepach. Coś za coś.

Jako ogromni fani kawy nie mogliśmy odmówić sobie tej przyjemności, tym bardziej, że jednym z uczestników naszej wyprawy był Wojtek z Coffee Tea Trip. Codziennie zaczynaliśmy dzień od charakterystycznego chrobotania kawy mielonej w młynku po którym następowało bulgotanie wrzącej wody zwieńczone spowijającym cały obóz aromatem świeżo zaparzonej kawy.

Metod parzenia w terenie jest kilka, my zdecydowaliśmy się zabrać plastikowy drip Hario V60, drip GSI Ultralight Java oraz Cafflano Kompact, działający na zasadzie french pressa.

Uciążliwość wiezienia ze sobą dodatkowych gramów w postaci kawy, młynka i dripa/przenośnego ekspresu przepędzana była co rano kubkiem świeżej kawy.

SPRZĘT SERWISOWY

Po drodze złapaliśmy tylko dwie gumy, szwedzkie drogi nam sprzyjały! Aby nie utknąć na dobre w środku lasu i podróżować z głową wolną od zmartwień, każdy z nas wyposażony był w:

  • zapasową dętkę
  • łyżki do opon
  • pompkę (po jednej na parę)
  • HAK DO PRZERZUTKI – to jest naprawdę ważny element, który warto wozić ze sobą na wyścigi ultradystansowe i wycieczki bikepackingowe, bowiem skrzywienie haka może nieodwracalnie wykluczyć Was z dalszej jazdy, a jest to element wybitnie trudny w naprawie i rzadko posiadany „od ręki” w serwisach
  • multitool rowerowy
  • spinkę i skuwacz do łańcucha

Dopełnieniem kwestii bezpieczeństwa było kompletne mocne oświetlenie rowerowe (najrozsądniejsze wydają nam się latarki na ogniwa 18650 na przód i akumulatorki AAA na tył), jaskrawożółte pokrowce na podsiodłówki JackPack oraz obowiązkowo dla każdego kask!

Pierwsza część naszej trasy prowadziła przez naprawdę ciężki teren. Mieliśmy sporo szczęścia, że złapaliśmy tylko dwie gumy.

POZOSTAŁY SPRZĘT BIWAKOWY I PODRÓŻNY

Choć w terenie spędziliśmy 5 dni bez dostępu do standardowej bazy noclegowej, nie zabrakło nam energii. Jeden power bank 15000 mAh to zapas wystarczający z nawiązką, by przez te kilka dni obsłużyć telefon komórkowy i nawigację rowerową.

Przy każdym z nas, w kieszeni spodenek lub w nerce na pasie, jechały oczywiście dokumenty, scyzoryk i mini czołówka (ale na przykład Wojtek używał zamiast czołówki pozycyjnych lampek rowerowych).

Wyposażenie higieniczne ograniczyliśmy do niezbędnego minimum: szczoteczki do zębów, małej tubki pasty i spreju na komary, który w ogóle nam się nie przydał. Codziennie kąpaliśmy się w ciepłych jeziorach lub lodowatych morskich zatokach, co pozwoliło nam komfortowo wytrzymać 5 dni bez używania mydła czy szamponu. Co prawda na rynku są już dostępne ekologiczne mydła i szampony, jednak kierując się zasadami Leave No Trace nie wyobrażamy sobie sytuacji, żeby chociaż na krótki czas skazić wodę chemią. Nawet biodegradowalne środki nie znikają od razu. Może mierząc miejską miarą byliśmy niedomyci, za to w zgodzie z naturą.

Miłym akcentem na wyposażeniu był tzw. luxury item, czyli coś, co nie było niezbędnie potrzebne do takiej wycieczki, ale zdecydowanie poprawiało morale. Naszymi luxury items były między innymi puszka makreli z jalapeno w sosie z białego wina, miedziany amulet z Bangkoku, zestaw do przygotowywania kawy specialty, zestaw wegańskich przekąsek (np. fenonenalne sojowe jerky), głośniczek bluetooth i codziennie nowa paczka serowych chrupków.

Nieważne gdzie i na jak długo jedziecie, najważniejszym elementem bikepackingu jest… zgrana ekipa.

NASZE ZESTAWY

Wojtek
• torba na kierownicę custom ride_and_get_lost
• paśnik Blahol
• torba w ramę Author
• podsiodłówka Apidura Expedition
• pięć koszyków na butelki, bidony i narzędzia.

Insta outdoorowe: https://www.instagram.com/coffeeteatrip/
Insta foto: https://www.instagram.com/zpamietnikabocianika/

Radek
Ten zestaw łączył klasyczny touring i bikepacking
• na tyle bagażnik i sakwy Crosso
• torba w ramę i paśnik JackPack
• bidon na widelcu.

Insta kulinarne: https://www.instagram.com/stary_wyjadacz_/
Insta podróżne: https://www.instagram.com/radek.zieba/

Quan jadący na ostrym (sic!)
• podsiodłówka, torba w ramę i paśnik JackPack
• z przodu customowy mikro bagażnik z przypiętymi do niego poszczególnymi bagażami. Drip Hario zawsze pod ręką!
• na pasie nerka Blahol i aparat

Insta: https://www.instagram.com/noskidtillwarsaw/

Maria
• podsiodłówka i torba w ramę JackPack
• z przodu pizza rack z zamontowanym do niej drybagiem Crosso
• biodny na widelcu.

Insta: https://www.instagram.com/pojesc_pojezdzic/

Rafał
• podsiodłówka, narzędziówka i paśnik Jack Pack
• customowa torba w ramę ride_and_get_lost
• na kierownicy uprząż Triglav i drybag Crosso
• bidony na widelcu.

Insta: https://www.instagram.com/tripaloski.co/

Ciąg dalszy nastąpi… Wypatrujcie kolejnej części naszego poradnika – jak planować trasy i gdzie biwakować.

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w artykule są autorstwa Wojtka Walocha z Coffee Tea Trip


Tekst: Maria Kostacińska

Możecie powyższy artykuł linkować, udostępniać i cytować pod warunkiem każdorazowego dołączenia informacji o źródle i autorze. To jedyna forma podziękowania za naszą pracę, o jaką prosimy.

Jedna odpowiedź do “Bikepackingowy poradnik część 1 – co zabrać i jak spakować?”

Pozostaw odpowiedź ide.na.rower